piątek, 12 lutego 2016

01
 pierwszy dzie
Ń

 
  
       Wstałam dzisiaj pełna energii i gotowa zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Wyciągnęłam z szafy przygotowane ubranie i ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Potem wysuszyłam włosy, rozczesałam moje loki, zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na dół. W kuchni już czekały na mnie tosty z twarożkiem i serem żółtym i kompot z truskawek. Moja mama wiedziała co lubię. Usiadłam i zaczęłam konsumować swoje śniadanie. Chwilę potem zjawili się chłopaki. Oni są totalnym przeciwieństwem mnie. Straszni bałaganiarze. Ale swoje pokoje - na błysk. Pokój Kevina wygląda jak wystawa trofeów. Dyplomy na ścianie, specjalna półka na puchary i medale. Natomiast Liam jest specjalistą od gier na PS4. Nad łóżkiem ma wystawę swoich ulubionych gier, które już dawno przeszedł.
 - Hej siostra - Kevin poczochrał moje włosy, kiedy próbowałam ugryźć tosta. 
- Przestaniesz?! - krzyknęłam. Strasznie mnie denerwowali. No ale cóż. To w końcu moje przyrodnie rodzeństwo. 
- Daj sobie na luz Mia... dzisiaj Twój pierwszy dzień - odpowiedział
- No siema - przywitał się Liam i wziął łyka mojego kompotu. 
- No eejj...! - przewróciłam oczami. Popatrzyłam na zegar i... o matko! Zaraz sie spóźnię! Wzięłam ostatni kęs, torbę i razem z Mamą pojechałam do szkoły. 
            Patrzyłam przez okno, przyglądając się budynkom. 
- Wszystko będzie dobrze kochanie - mama próbowała mnie w jakiś sposób pocieszyć
- Tak wiem mamo. Będzie cudownie. - uśmiechnęłam się a mama puściła mi oczko. Dojechałyśmy na miejsce. Otworzyłam drzwi i wysiadłam. 
- Powodzenia Mia. - powiedziała mama, wzięłam torbę i zamknęłam drzwi. Odjechała. 
            Popatrzyłam na wielki budynek, obok którego było miejsce na ławki, by można było spędzać czas na polu. Za szkołą znajdowało się wielkie boisko i odkryty basen. Wygląda na to, że mamy tu drużynę pływacką.
            - Miami High School - szepnęłam do siebie i ruszyłam w stronę wejścia. Nowe miejsce. Nowi ludzie. Nowe przyjaźnie. To wszystko było niesamowite. Kierowałam się do pokoju dyrektora. Kiedy rozglądałam się po wielkim korytarzu, wpadłam niechcący na dwie dziewczyny. Upadłyśmy.
- O mój Boże przepraszam! Nie wiem jak to się stało! - wstałam szybko i chciałam pomóc wstać ciemnowłosej dziewczynie, kiedy ona nagle na mnie wrzasnęła. 
- Mogłabyś patrzeć jak idziesz?! 
            Podbiegł jakiś chłopak i pomógł wstać dziewczynie. Druga - blondynka - wstała sama. 
- Czy Ty nie wiesz z kim masz do czynienia?! - machnęła ręką - pożałujesz tego... dzieciaku! 
- Przepraszam! Ja naprawdę nie chciałam. To był wypadek. 
- Ty się już lepiej nie odzywaj! - powiedziała blondynka. 
- Daniel! Ashley! Idziemy! - brunetka pstryknęła palcem i odeszła w objęciach chłopaka i boku swojej przyjaciółki. 
            Otrzepałam swoje spodnie z kurzu i ruszyłam dalej. Świetnie się zapowiada. Rozpieszczona księżniczka, która uważa, że wszystkimi rządzi. Już spotkałam takie. Na dobre to nie wyszło. Nagle podbiegła do mnie chuda, troszkę niższa ode mnie dziewczyna. 
- Hej, jestem Alex. Widzę, że poznałaś już Pantery? - skrzyżowała ręce na piersiach. 
- Ta... przypadkowo. Tak w ogóle, jestem Mia Alonso. 
- Aaaa... to Ty jesteś ta nowa...? - wskazała na mnie palcem. 
- Jak widać. - zaśmiałyśmy się
- Jak chcesz oprowadzę Cię po szkole. 
- Jesteś przewodniczącą? Ona miała to zrobić
- Raczej on. To Daniel jest przewodniczącym. Jest zbyt zajęty swoją Vanessą... to ta co się na Ciebie wydarła. 
- Aha... dlaczego Pantery?! - zapytałam i ruszyłyśmy w stronę szafek. 
- Cheerleaderki. 
- Ah no tak. 
            Dziewczyna pokazała mi moją szafkę, po czym pożegnała się i poszła do klasy, ponieważ zadzwonił dzwonek na lekcje. Miałam teraz Francuski. Świetnie go znałam. W poprzedniej szkole brałam udział w kilku olimpiadach i nawet dobrze mi to szło, a także mieszkałam we Francji przez 5 lat. To sala... 54. 
            Lekcja przebiegła bardzo sympatycznie. Nauczycielka pochwaliła mnie za doskonałą znajomość języka. Na przerwie szukałam Alex. Miała mi pokazać resztę szkoły. Szłam przez długi korytarz. 
- To znowu Ty?! - ta Coleman naprawdę się mnie uczepiła. Przechodziłam obok niej, nawet nie spoglądając na nią a ona znowu się czepia. 
- O co Ci chodzi?! - krzyknęłam.
 - Ty... Ty na mnie krzyczysz?! Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz?! - no i zaczęła swoją gadkę, że jestem najokropniejsza na świecie. 
- Vanessa... - mruknął Daniel. Dziewczyna popatrzyła na niego z oburzeniem - daj jej spokój, jest nowa. - wskazał na mnie ręką
- Słuchaj! - obróciła się z powrotem do mnie - znam takie jak Ty. Udajesz miłą i skromną a tak naprawdę jesteś idiotką. I nie zamierzam... 
- Daruj sobie - przerwałam jej, przewróciłam oczami i odeszłam, ignorując to co do mnie mówi.
- Jeszcze z Tobą nie skończyłam! - usłyszałam tylko te słowa zanim skręciłam w lewą stronę korytarza. 
- Jesteś wreszcie! - znalazłam Alex. 
- Przepraszam, coś mnie zatrzymało. 
- Nic się nie stało - spuściłam wzrok. 
- Po Twoim humorze widzę, że znowu Vanessa? 
- Wiesz, przychodząc do nowej szkoły, miałam nadzieję, że znajdę tu przyjaciół a nie wrogów. Miało być idealnie. 
- No hello! A ja? - wskazała na siebie. 
- Wiesz o co mi chodzi - zaśmiałyśmy się
- Haha no tak. Mia, w każdej szkole znajdzie się jakaś diva co nie? 
            Schowałam książki do szafki i ruszyłyśmy. Jakieś pół godziny później, znalazłyśmy się już pod stołówką
- No to jesteśmy. Pokazałam Ci całą szkołę. Chodźmy na ławki na zewnątrz i powiem Ci wszystko co musisz wiedzieć.
 I tak zrobiłyśmy. Ze stołówki wzięłyśmy sobie paluszki i sok i usiadłyśmy przy czerwonym, drewnianym stoliku. 
- No więc tak. Vanessa Coleman i Ashley Moon to Pantery. Nazywają się tak, ponieważ Vanessa jest kapitanem cheerleaderek. A Ashley... to Ashley... nigdy nie zobaczysz je osobno. To księżniczki Miami High School. Ten tam - wskazała palcem na wysokiego, przystojnego brunetka w skórzanej kurtce - to Kyle Novoa. Przyjechał tu razem z siostrą - Sophie z Australii. Kyle jeździ na motorze. Są troszkę dziwni, ale polubisz ich. Chodzą z Tobą na Historię. Tamten przystojny blondyn - znów to zrobiła, znów pokazała palcem. Oh jak ja tego nienawidzę - to Austin Moon. Brat Ashley, ale jest totalnym jej przeciwieństwem i nienawidzi Vanessy. 
Nagle ze szkoły wyszedł Daniel. Ubierał okulary przeciwsłoneczne i powoli schodził po schodach, kiedy Alex zaczęła mówić
- Daniel Miller. Kapitan drużyny pływackiej i piłki nożnej, ratownik na Miami Beach. Przewodniczący, najpopularniejszy chłopak w Miami High School. Obiekt wzdychań 3/4 nastolatek w MHS. Niestety zajęty przez Vanessę
Chłopak wsiadł do auta i odjechał. 

- Wow... tyle u was się dzieje... - zjadłam ostatniego paluszka. 
- No, nudno nie jest. - Alex wypiła sok i ruszyłyśmy do szkoły na resztę zajęć
            Lekcje minęły mi szybko, a kiedy wracałam do domu, okazało się, że Daniel mieszka naprzeciwko mnie. O nie, będę musiała po lekcjach widywać tą zarozumiałą Panterę?! Lepiej być nie mogło. Zaraz, stop. Martwię się tym, że Vanessa będzie mnie wkurzać samą swoją obecnością, zamiast cieszyć się, że naprzeciwko mieszka naprawdę super chłopak - z opisu Alex oczywiście. Musiałam go poznać. Weszłam do domu 
- Cześć mamo, już jestem! - pobiegłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko i wróciłam do salonu, który był połączony z kuchnią. Wzięłam do ręki jabłko i jadłam je. 
- Jak było kochanie? - mama wyszła zza blatu, cała w mące. Lubiła eksperymentować z obiadem, co zwykle kończyło się zamówieniem pizzy lub sushi. 
- Poznałam Alex Cade. Czuję, że zostaniemy przyjaciółkami. Dobrze się dogadujemy. 
- Mówiłam że będzie dobrze...? 
- I... Pantery. 
Mama uniosła brew. 
- Em, znaczy, Vanessę i Ashley. A lekcje przebiegły naprawdę miło. 
- Tak trzymaj skarbie. - uściskała mnie mocno, ja to mama i powróciła do robienia kurczaka w sosie własnym. Przygotowałam się na telefon po pizzę. Chłopaki jeszcze nie wrócili co oznaczało chwilę spokoju. 
- Eh, gdzie ten pamiętnik... - zaglądnęłam do torby, ale tam również go nie było. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. 
- Mia otworzysz?! - krzyknęła mama z dołu. Zbiegłam po schodach i otworzyłam. 
- Cześć... - powiedział Miller. Daniel? Co on tutaj robi?! 
- Hej - przywitałam się
- To chyba twoje. - wręczył mi do ręki mój pamiętnik. 
- Dziękuję! Właśnie go szukałam... 
- Zgubiłaś go, jak zderzyłaś się z Panterami. Wiesz...
 - Wejdziesz? - przerwałam mu. 
- Właściwie... to tak. Chętnie. 
Wpuściłam chłopaka do środka i skierowałam go do mojego pokoju. 
- Soku? - zapytałam. 
- Tak, dzięki.
            Chwilę później znalazłam się w pokoju z dwiema szklankami szoku pomarańczowego. Wręczyłam jedną chłopakowi a on usiadł na łóżku. 
- Chciałem Cię przeprosić za Vanessę. Czasem przesadza... - wziął łyk soku. 
- Nic się nie stało... To był wypadek, nie chcący na nie wpadłam. 
- Spoko, wierzę Ci. Pogadam z Nimi i dadzą Ci spokój. 
- Serio? Dziękuję... 
Chłopak rozglądnął się po pokoju i nagle wstał. Podszedł do półki, na którym leżała płyta mojego ulubionego zespołu - Against The Current. 
- Ej no co Ty...! - chyba... ucieszył się? - słuchasz ich? - wziął płytę do ręki. 
- Nie wyglądam na taką co...? - usiadłam na łóżku. 
- Też ich uwielbiam! Są świetni! Mam ich 3 płyty! Ich piosenki są takie... świetne. 
- Żartujesz?! Koniecznie musisz mi pożyczyć! - podeszłam do niego. Popatrzył na mnie. Uśmiechnął się a ja odwzajemniłam to. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz