środa, 17 lutego 2016

02
Odkrycie

            - Aaaaaaaaaaaaa! - pisk Vanessy słyszała chyba cała szkoła. Niestety znajdowała się kilka szafek od niej. Musiałam zatkać uszy, bo myślałam, że bębenki mi pękną. Coleman i Moon zmierzały w moją stronę. Yhym. Coś się szykuję. Nagle Vanessa wyciągnęła telefon i pokazała mi zdjęcie Daniela, który wchodzi do mojego domu. Co to miało być?! Ktoś nas śledzi czy jak?! Przewróciłam oczami. 
- Ty złodziejko chłopaków! - krzyknęła i wszyscy wokół wbili w nas wzrok. 
- Niczego Ci nie ukradłam! On tylko przyniósł mi mój pamiętnik! - tłumaczyłam się, chociaż tak naprawdę nie było warto - Daniel, powiedz jej. 
Chłopak zjawił się w samą porę
- Vanessa. Daj jak spokój! Znalazłem jej pamiętnik i jej zaniosłem. Tyle. 
Coleman kipiała z wściekłości. Odwróciła się na pięcie, co sprawiło, że dostałabym jej włosami po twarzy, gdyby nie Austin. Odepchnął mnie delikatnie. Pantery odeszły w swoją stronę
- Przepraszam, nie chciałam robić Ci kłopotów u Vanessy. - zwróciłam się do Daniela. 
- Nie martw się, Mia. Pogadam z nią na spokojnie i wszystko wyjaśnię - dotknął mojego ramienia i poszedł za dziewczynami. On jest taki... oh. Stop! Nie mogę zakochać się w chłopaku Vanessy. Będę miała przerąbane. Koniec. 
            Odwróciłam się, by znaleźć Alex. Za mną stał przystojny blondyn z troszkę dłuższymi włosami niż Daniel. Przestraszyłam się, myślałam, że sobie poszedł. Podniósł rękę i pomachał
- Siema - koleś wyglądał, jakby reklamował pastę do zębów. Tak się uśmiechał
- Em... Hej? - przywitałam się
- Jestem Austin. 
- Mia.
- Musisz uważać na te laski. Zadziorne. 
Szliśmy dalej przez korytarz pełny innych licealistów. 
- Słuchaj... - zatrzymał się przede mną - masz dzisiaj czas około 16? Może przejdziemy się na pizzę
- Miałam iść na plażę... Ale z chęcią pójdę z Tobą
- Ekstra! Widzimy się w pizzeri? - Austin bardzo się ucieszył
- Tak, tak. - kątem oka zauważyłam Alex. 
- Przepraszam, muszę iść. - powiedziałam i ruszyłam w stronę przyjaciółki a Moon trochę się zamotał. Chciał coś powiedzieć, ale byłam już za daleko więc zrezygnował
- Alex! 
Dziewczyna spojrzała na mnie. Zamknęła szafkę i oparła się o nią
- Musisz mi dać nowy rozkład zajęć. Mój ktoś podarł - pokazałam Cade podartą na strzępy kartkę. Wytrzeszczyła oczy. 
- To na pewno Ashely! Niech no tylko dorwę tą żmije, to... - podwijała rękawy i szykowała się na zemstę. Zrobiła krok, kiedy powstrzymałam ją.
 - Stop! - złapałam ją za rękę - mam dość kłopotów... 
- Pantery? 
- Daniel... - schowałam książki do szafki. Moja była na szczęście obok szafki Alex. 
- Co on Ci zrobił?! 
- Wczoraj przyszedł do mnie i oddał mi pamiętnik. Zgubiłam go, jak zderzyłam się z Ashley i Vanessą. Ktoś zrobił nam zdjęcie jak był u mnie i wrzucił na do neta. 
- Em... czy nie wspomniałam Ci, że mamy w MHS szkolną blogerkę? - splotła ręce, tak jak do modlitwy. 
- Nie?! Alex! 
- Faktycznie, mogłam to pominąć... - powiedziała do siebie. - już wiesz. Musisz na nią uważać. Jest wszędzie. 
- A kto to jest...?! 
- Sophie Novoa. Uwaga zbliża się...
Odwróciłam się do niej. 
- Jak mogłaś wstawić to zdjęcie na Bloga?! Przez nie mam same kłopoty! - krzyknęłam. 
- Ale o co Ci chodzi? - mruknęła przeglądając coś w telefonie i poszła dalej. 
- Daj spokój Mia... ona ma swój świat. - zaśmiała się a ja aż zaczęłam jej współczuć. - O mój Boże, Kyle! 
Alex otworzyła lusterko i przeglądała się. Poprawiła włosy. Chłopak zatrzymał się przy nas. 
- Cześć... - popatrzył na mnie z miną "zapomniałem Twojego imienia" 
- Mia. 
- Oh tak, Mia. Hej Alex. 
- No heeeej Kyle. - Cade spanikowała. Zaczerwieniła się i uciekła. Widać było, że Kyle też bardzo ją lubi. 
- Gdzie ona... - powiedział. - słyszałem, że idziesz z Austinem na pizzę? Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym zaprosił Alex i spotkalibyśmy się w czwórkę
- Nie ma problemu. Myślę, ze Alex się ucieszy. 
- No tak, muszę ją najpierw złapać - zaśmialiśmy się i odszedł
            Ja zabrałam swoje rzeczy i pojechałam do domu. Gdy dotarłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko. Włączyłam moją ulubione piosenki. Bo nic nie było tak odprężające, jak słuchanie Against The Current i moje kochane, mięciutkie, przepełnione poduszkami łóżko. Wtuliłam się w jednego jaśka i leżałam tak mniej więcej przez godzinę. Przypomniałam sobie jednak  spotkaniu z Austinem, Kyle'm i Alex. Czy to podwójna randka? Haha. Leniwie wstałam i otworzyłam swoją wielką szafę, całą w ciuchach. Nie miałam zielonego pojęcia, co na siebie włożyć. Machnęłam ręką, a gruba, bordowa książka sama przeleciała przez pokój i znalazła się na moim łóżku. Odwróciłam się na pięcie, nie drgając nawet pozostałymi częściami ciała. Książka? Latała? Sama?! Ja już mam chyba jakieś halucynacje. Stanęłam normalnie. Machnęłam palcem wskazującym i znowu. Przestraszyłam się. W normalnym świecie, książki nie latają
- Jakaś ukryta kamera Liam? - zaczęłam się śmiać i szukać w moim pokoju kamery. Liam lubił robić mi psikusy. Niestety. Niczego nie znalazłam. Ale kiedy toczyłam koła palcem, pojawiły się iskry. 
- Okay... co się ze mną dzieje?! - chwyciłam się za głowę i jak najszybciej chciałam pobiec do Alex, kiedy drogę z pokoju na korytarz zagrodziła mi jakaś trójka ludzi. Pojawiła się jakby znikąd. Po prostu. Puff i są. Odbiłam się od nich i upadłam. Ale szybko wstałam. Przestraszyłam się. Obok moich drzwi, leżała długa, plastikowa rączka. Wyglądała jak patyk. Chwyciłam ją za jeden koniec, a drugim mierzyłam w tą trójkę
- Kim jesteście?! - zapytałam. 
- Radą Czarownic - odezwał się mężczyzna. Oprócz niego były jeszcze dwie kobiety. 
            Jedna z nich była wysoka, nosiła okulary i była ubrana w dość dziwny sposób. Druga - średniego wzrostu, ciemne włosy, miła twarz no i cóż, ubrana... normalnie. Mężczyzna miał na sobie długi płaszcz, jakąś koszulę i czerwone spodnie. 
            Zaśmiałam się. Coś takiego nie istnieje. Nie ma magii. 
- Pff haha, czym? Znikać mi stąd! skończyłam jednak pełną powagą.
- Mia, jesteśmy tu żeby Ci pomóc... - powiedziała brunetka. 
- Skąd znasz moje imię...? – ściskałam plastikową rączkę coraz mocniej chcąc zaatakować. Lecz mężczyzna uniósł rękę do góry i palec skierował na moją broń a ona w blaskach pioruna nagle znikła. Przestraszyłam się.
- Yyyh, narka powiedziałam i szybko uciekłam do pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. 
- Patrick przestraszyłeś ją! Dziewczyna jest w szoku tłumaczyła jedna kobieta a potem ta druga blondynka wtrąciła się.
- A co miałem zrobić? Chciała nas zaatakować!

- Lily ma rację. Powinniśmy być ostrożni.
Siedząc w pokoju słyszałam całe to ich przekomarzanie.
- Eh… - on tylko mruknął pod nosem.

- Mia? Nie musisz się nas bać, jesteśmy tu żeby ci pomóc brunetka zapukała do drzwi Jestem Lily a ze mną są Theresa i Patrick. dodała.
- Odejdźcie stąd! krzyknęłam.
- Mia, proszę. Znaliśmy Twojego ojca - powiedziała Lily.

Te ostatnie słowa skłoniły mnie do powolnego wstania i otwarcia tych drzwi. Przekręciłam klucz i chwyciłam za klamkę, po czym ujrzałam jak to oni się nazwali Radę.
- Znaliście mojego ojca?
- Oczywiście, był… najpotężniejszym Czarodziejem w całym wymiarze Magicznym.
Wpuściłam ich do pokoju. 
- Skąd Co się z nim stało?

- Stoczył walkę z innym równie potężnym Mrocznym. oznajmił Patrick.
- Kto to… Mroczny? – usiadłam.
- Tak nazywamy Czarodzieja lub Czarownice, którzy przeszli na złą stronę.
- Czy… zginął?
- Oboje zginęli. Bardzo nam przykro Mia, straciliśmy naprawdę dobrego Czarodzieja - dodała Lily.
- Dlaczego mama mi nie powiedziała? złożyłam ręce.

- Musieliśmy wyczyścić jej pamięć Nie mogłaś się wcześniej dowiedzieć, niż kiedy będziesz na to gotowa.
- Ale… skąd wy w ogóle wiecie gdzie ja mieszkam?!
- My wiemy o Tobie wszystko - Theresa machnęła ręką ze śmiechem, jakby była z tego dumna.
- Jak to?! 
- Obserwujemy Cię odkąd się urodziłaś. Znamy każdy szczegół z Twojego życia. 
- I wiemy, że zadłużyłaś się w tym... uh. Czło-wie-ku. Danielu Millerze. 
- Nie zadłużyłam się w Danielu! To tylko kolega... Powiecie mi w końcu i co tutaj chodzi?! - wykrzyknęłam. Już nie wytrzymałam i aż wstałam. 
- No więc Mia. Jesteś... Czarownicą. - oznajmiła Lily.

- Że kim?!

- Czy nie przytrafiają ci się dziwne rzeczy? 
- No w sumie, kiedyś jak byłam wściekła, pomyślałam o burzy, a kilka minut później rozpadało się. Ostatnio jak byłam chora, kiedy kichnęłam, z nosa wypadały mi cukierki. To dopiero było dziwne... - tak, to była moja retrospekcja. 
- Nie widzisz tego? Jesteś Czarownicą
- Obiecaliśmy twojemu ojcu, że dowiesz się całej prawdy, gdy skończysz 17 lat. I oto przybyliśmy. - do wypowiedzi Lily, wtrącił się Patrick. Przewróciłam oczami. 
- Powiecie mi... - usiadłam z powrotem na spokojnie - jak mam rzucać zaklęcia? 
- Wystarczy że wypowiedź je rymując. Spróbuj. - odpowiedziała Theresa. Wstałam więc, rozglądnęłam się po pokoju. Znalazłam jakąś starą bluzkę i wymyśliłam rym. Zataczałam okręgi palcem. 
- Hm... BIAŁA CZY BORDOWA, NIECH TA BLUZKA BĘDZIE NOWA! - i zasłaniając oczy wskazałam palcem na bluzkę. Otworzyłam oczy. I jest. Nowa bluzka. 
- Ja-Jak to zrobiłam?! - obejrzałam swoją dłonie. 
- Nadal nie wierzysz? - zapytała Theresa swoim słodkim głosikiem. 
- O matko! Jak powiem to Alex to się zdziwi! - wstałam i ze szczęścia zacisnęłam kciuki. 
- Nie możesz tego nikomu powiedzieć! - Patrick natychmiast wstał i zagroził
- Dlaczego?! To moja najlepsza przyjaciółka! 
- Dopiero się dowiedziała i już się buntuje. Hyh. - Theresa skrzyżowała ręce na piersiach. 
- Ludzie... Nie akceptują czarownic... - podeszła Lily. - to wbrew zasadom. 
- Mogę tylko jej?! Tylko. - grzecznie poprosiłam. Rada wymieniła się spojrzeniami, po czym Patrcik odezwał się do mnie. 
- Tylko, Alex! - Dziękuję! Nie umiałabym tego przed nią ukrywać! - skakałam z radości klaszcząc w dłonie. 
- Odwiedziny Cię jeszcze. - powiedziała Theresa. 
- Będziemy Cię obserwować a także doradzać, byś nie zrobiła czegoś głupiego. - wtrąciła Lily. 
            Obie kobiety razem z Patrickiem stanęły w rzędzie. Mężczyzna uniósł rękę ponad głowę i zacisnął pięść. Pojawił się piorun i wielki rozbłysk a Rada zniknęła. 
- Jestem czarownicą... - powiedziałam do siebie. Mój telefon zaświecił, co oznaczało, że dostałam snapa. Wzięłam do ręki telefon i otworzyłam aplikację Snapchat. To od Alex. Kliknęłam i pojawiło się zdjęcie, na którym ona i Kyle są na pizzy. Austina chyba tam nie było. Muszę Ci jak najszybciej przeprosić. Polubiłam go. 
            To było straszne. Przez 17 lat obserwowali mnie jacyś ludzie. Czy oni nie mają własnego życia? Byłam w wielkim szoku. Jestem czarownicą. Chciałam wypróbować kilka zaklęć. Najpierw wyczarowałam mój ulubiony koktajl. Potem zmieniłam czarne szpilki w żabę, która uciekła przez okno. To były moje ukochane buty! Kiedy zobaczyłam przez okno Daniela, który wsiadał do auta, bo prawdopodobnie jechał do Coleman, poczułam motyle w brzuchu, a potem tak po prostu niebieskie motylki pojawiły się wokół mnie. W moim pokoju była chmura motyli i jak się ich pozbyć zanim wróci mama? Usłyszałam, jak auto wjeżdża pod dom. O wilku mowa. Wróciła do domu. Otworzyłam więc drugie okno i próbowałam wygonić malutkie stworzenia. To "wyganianie" wyglądało jakbym skakała, próbując dotknąć sufitu. 
- Kochanie! Pomóż mi wnieść zakupy! - zawołała mama. Skoro chłopaków nie było w domu, zakładam, że było to do mnie. Po wyleceniu ostatniego motyla, zamknęłam okno i zbiegłam na dół pomóc mamie. 
- Dziękuję Mia - powiedziała, kiedy skończyłyśmy.
            Wróciłam do siebie, wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku. Przed snem, sprawdzałam jeszcze profil Daniela na Facebooku. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Zachowuje się jak typowa, żałosna licealistka z naszego Miami High School. Na pewno nie jedna za nim szaleje. Odłożyłam telefon, ponieważ była godzina 23:40, a ja byłam zmęczona już tym wszystkim i usnęłam.